Dzień dobry!
Czerwiec to miesiąc dziecka. Już w maju odwiedziliśmy masę festynów i eventów o tematyce Dnia Dziecka, jeszcze kilka zostało przed nami. Pierwszego dnia miesiąca zabraliśmy ciocię Agnieszkę i pojechaliśmy do Ścinawki średniej. Organizowany był tam duży festyn, który ze względów pogodowych (tego dnia było pochmurno i zimno) został przeniesiony do szkoły podstawowej. Niestety była to najgorsza impreza na której byliśmy. Było 10 dmuchańców i chyba 500 dzieci. Wszystkie ze szkoły i dodatkowo z innych szkół. Ścisk, tłok i duchota. Wytrzymaliśmy 5 minut, Piotrek, z racji tego, że był pierwszy w kolejce poskakał chwilę na dmuchańcu po czym opuściliśmy placówkę. Wszystko było bardzo drogie. Dodatkowo cała impreza miała godzinne opóźnienie. Pobawiliśmy się chwilę na zewnętrznym placu zabaw i wróciliśmy do domu. Dwa dni później pojechaliśmy na kolejny event tym razem do Ścinawki Dolnej. Tu było naprawdę świetnie! To festyn organizowany razem z caritasem i kołem gospodyń wiejskich. Byli klauni chodzący na szczudłach, animatorka, która prowadziła świetne tańce, darmowe dmuchańce, malowanie twarzy, warkoczyki, owoce i lemoniada, alpaki, króliki i chodzący duży miś. Świetnie spędziliśmy czas. Następnego dnia było Boże ciało. Ciocia Agnieszka i Sandra przyjechały do nas na cały dzień. Najpierw się bawiliśmy, później poszliśmy na procesję, potem zjedliśmy obiad, a później na długi spacer po całej wsi. W niedzielę wybaliśmy się naszą zgraną paczką na Dzień Dziecka w Starym Wielisławiu. Impreza była malutka więc później razem pojechaliśmy na plac zabaw w Kłodzku i zadzwoniliśmy do Judyty, żeby przyszła ze swoją córką Mają. Na koniec kupiliśmy pizzę i wróciliśmy do domu. We wtorek byliśmy jak codziennie na spacerze do sąsiedniej wsi. Chodzimy tam na stację PKP gdzie codziennie o 9:44 jedzie pociąg. Później idziemy do sklepu na lody a potem to już zależy albo na plac zabaw albo nad jezioro albo nad rzekę. Idąc tym razem pomyślałam że wstąpię do fryzjera i zapytam Asi, zaprzyjaźnionej fryzjerki która regularnie robi mi paznokcie, kiedy będzie miała czas by obciąć Piotrusiowi włosy. Okazało się, że ma go w tej chwili. To był pierwszy raz u fryzjera. Piotruś był bardzo dzielny. Tylko dwa razy chciał uciec z krzesła 😅 to dlatego, że była to nowość. Ostatecznie podobało mu się i powiedział, że jeszcze przyjdzie. Piotruś w ogóle dużo mówi. Podobają mi się jego zwroty jak na przykład kiedy mówi "co to w bucie masz", kiedy nasypię mu się piachu do sandała. W kolejną sobotę pojechaliśmy ja i Piotruś oraz Judyta i Maja na festiwal lawendy do lawendowego pola w kotlinie kłodzkiej. Był to jeden z najdroższych festynów, ale wstęp był wolny więc zrobiłyśmy dużo pięknych zdjęć naszych dzieci w lawendzie. Następnie pojechałyśmy kawałek dalej do Niwy na piknik rodzinny. Największym jego plusem było piana party, bardzo dobrze zorganizowane. Zazwyczaj piana jest lana po prostu na trawę, przez co rozlewa się. Tym razem postawiono parawan jak nad Bałtykiem. Piana napiętrzała się i stworzyła ogromną kąpiel z piany dla dzieci i dorosłych (musiałam tam wejść i biegać za Piotrusiem, który jak wpadł w pianę został przez nią cały pokryty). Dzień później pojechałyśmy w tym samym zestawieniu do żelazna na piknik rodzinny. Tam spotkałyśmy się z Dorotą, naszą koleżanką z pracy. Ten weekend był dla mnie wyjątkowo ciężki. Po raz pierwszy w życiu, a przynajmniej odkąd pamiętam, dostałam uczulenienia od kosmetyku. Na mojej szyi pojawiła się okropna, swędząca wysypka. Pojawiła się niedługo po tym jak zaczęłam testować nowy produkt od Vichy. Ciekawe, czy taką wrażliwość na kosmetyki dostaje się z wiekiem czy po prostu miałam pecha i trafiłam na nieodpowiedni składnik. Nigdy w życiu nie miałam żadnych dolegliwości nawet po najtańszych kosmetykach z Chińczyka. Ta buteleczka kosztowała około 100 zł ale na szczęście za nią nie płaciłam. Jednak swędząca wysypka, bardzo przeszkadzająca i męcząca to wyjątkowo upiorna dolegliwość. Niestety rozniosła się po ciele i przeszła trochę na Piotrka. Na szczęście szybko udało nam się zwalczyć ją maściami. Na kilka dni przyjechała do nas babcia Piotrusia, Ula, mama mojego męża. Lubię jak u nas jest, bo bardzo mi pomaga i Piotrek uwielbia się z nią bawić. W międzyczasie odwiedziliśmy festyn charytatywny w kłodzkim schronisku. Była świetna zabawa, tylko upał dawał się we znaki. Pół czerwca było zimno jak nie wiem, a drugie pół to istna egzotyczna aura. Lubię gorąc. Radziliśmy sobie świetnie podczas upałów. Mamy fajny, dość duży dmuchany basen przed domem i mnóstwo zabawek 👍 dodatkowo jedliśmy dużo domowych lodów robionych z owoców i jogurtów. Z czasem jednak i ukochane lato zaczęło dawać się we znaki. Upał był tak duży, jak zapewne wiecie został pobity rekord, co wiąże się z tym, że odwołano wiele imprez plenerowych. Jednak udało mi się znaleźć dwie, organizowane wieczorem. Festyn rodzinny w Suszynie oraz wielki festyn charytatywny w Ławicy. Oba były naprawdę super. Oprócz standardowo darmowych dmuchańców były króliki, alpaki, ścianka wspinaczkowa, gry i zabawy, duży chodzący miś, losy, pokazy akrobatyki motorowej i piana party. Czerwiec minął nam na zabawie, eventach i spacerach. Chodziliśmy naprawdę dużo i często. Mogę śmiało powiedzieć, że ten miesiąc był taki jak sobie wymarzyłam. Bardzo aktywny i przepełniony radością. Z niecierpliwością czekam na lipiec. Razem z mężem mamy urlop i jedziemy całą rodziną po raz pierwszy nad polskie morze. To tyle z podsumowania miesiąca. Teraz zapraszam was na dalszą część wpisu czyli comiesięczny przegląd nowego boxa od Pure Beauty ❤️





