Dzień dobry!
Maj rozpoczął się zaskakująco. Jednego dnia nosiliśmy kurtkę zimową, drugiego zaś krótki rękawek. Taki skok zawsze oznacza choroby. I tym razem nie udało nam się tego ominąć. Na szczęście mieliśmy tylko lekkie przeziębienie. 1 Maja zorganizowaliśmy grilla na naszym podwórku. Przyjechała babcia Ula i babcia Miecia, a także ciocia Agnieszka i Sandra. Przygotowaliśmy dużo pysznego jedzenia. 3 Maja pojechaliśmy na pierwszy w tym roku festyn. Mówiąc festyn mam na myśli wszystkie imprezy organizowane w plenerze. Był to przyśpieszony dzień dziecka w ośrodku turystyki weekendowej w Przygórzu. Mimo, że było to tylko 25 km od nas nigdy tam nie byliśmy. Towarzyszyła nam niezastąpiona ciocia Agnieszka i Sandra. To była świetna impreza! Była piana party, darmowy dmuchaniec, wielki plac zabaw i przepiękna okolica, pełna jezior. Największym minusem było to, że na hamburgera i frytki czekałam dwie godziny. Największym plusem były nowe doświadczenia i umiejętności. W zeszłym roku Piotruś wchodził na dmuchańce i zaraz z nich schodził. Czasem poskakał na samej krawędzi. W tym roku wdrapał się na sam szczyt i zjechał! I znów, i znów, i znów! Był najmniejszy i gdy wdrapywał się po dmuchanych schodkach spowalniał całą dziecięcą kolejkę ale w niczym nie odstawał od swoich kolegów nawet tych znacznie starszych. Nawet nie chciał z dmuchańca zejść mimo, że był już okropnie zmęczony. Tego dnia wyjątkowo zasnął o 19:00 i spał do rana. Tydzień później znów wszyscy pojechaliśmy, tym razem na Festyn Rodzinny na Górze wszystkich świętych w Nowej Rudzie. Znów był dmuchaniec, z którego Piotrek nie chciał zejść. Musiałam wdrapać się, by wyciągnąć go za nogę. Staram się tłumaczyć mu, że nie można cały dzień skakać, ale przed nami jeszcze długa droga do kompromisu. Rozumiem go, bo wyrywam go z niesamowitej zabawy. Moim zadaniem, jako rodzica jest nauczyć dziecko umiaru i radzenia sobie z emocjami. Weszliśmy na wieżę widokową, zjedliśmy ciasto i pierogi a na koniec zwiedziliśmy sanktuarium. Tydzień później pogoda zrobiła nam psikusa i wróciła do czasów kwietnia. Jako, że w tym czasie nie było żadnych imprez wybraliśmy się w naszym zgranym zespole do dużej bawialni Bajkolandia w Nowej Rudzie. Dzieciaki się wyszalały a na koniec zamówiliśmy i zjedliśmy dwie pizze. Tydzień później razem pojechaliśmy na Dzień Matki i Dziecka w Ławicy. Było bardzo gorąco! Pogoda sprzyjała zabawie a była to najlepsza zabawa dla dzieci na jakiej byliśmy. Zorganizowana przez świetlicę. Nie było tłumów, więc dzieci mogły bawić się swobodnie. Był animator, duże bańki, duża maskotka myszki Minnie, wóz strażacki, do którego można było wejść, słodycze i napoje oraz dwa duże dmuchańce. Wszystko dla dzieci za darmo. Tak bardzo często wyglądają eventy na wsiach. Dużo i bezpłatnie. Spędziliśmy tam 4 godziny a na sam koniec odbyła się piana party. Tym razem nasze dzieci szalały w niej aż do mokrego. Na początku maja też mieli okazję się w niej bawić, jednak wtedy nie chcieli. Było naprawdę super! Pogoda stała się iście wakacyjna. Nadmuchaliśmy basen, który okazał się dziurawy, po czym kupiliśmy nowy basen. W środku tygodnia udało nam się spotkać z koleżanką z pracy Judytą i jej córką Mają. Nasze dzieci świetnie bawiły się na osiedlowym placu zabaw. Piotrek po raz pierwszy sam pokonywał most linowy. Zawsze miałam ręce w pogotowiu gdyby tak omskła mu się noga... nie mogłam uwierzyć w to jak moje dziecko tak szybko stało się samodzielne. Żaden plac zabaw nie jest mu straszny. Na każdym radzi sobie wyśmienicie. W ostatnią sobotę miesiąca Piotruś spędził czas sam na sam z tatą. Ja pojechałam do pracy a oni na festyn w Tłumaczowie. Za to w niedzielę znów spotkałam się z Sandrą i ciocią Agnieszką. Spędziłyśmy cudowny dzień dziecka. Najpierw rano na basenie, tego dnia organizowano tam wiele atrakcji ale niestety nie załapaliśmy się na kucyki i alpaki bo mieli opóźnienie a Piotruś chodzi spać o 12: 00. Za to nauczyliśmy się pływać w dmuchanych rękawkach. Początkowo Piotrek nie chciał ich założyć ale jak zobaczył, że Sandra i inne dzieci mają takie przekonał się i był to strzał w dziesiątkę. W brodziku stała mała zjeżdżalnia. Zjechał z niej chyba na wszystkie sposoby. Rękawki to świetna rzecz! Po południu pojechałyśmy do Kudowy Zdroju na festyn dla dzieci. Było chyba z 10 dmuchańców. Piotrek z Sandrą skakali na ośmiu. Dostali darmowe lody. Później poszliśmy na spacer do parku zdrojowego i przez promenadę. Zahaczyliśmy piękny drewniany plac zabaw oraz rynek. Na koniec znów zjedliśmy lody i wróciliśmy wieczorem do domu. Uwielbiam maj. To miesiąc pełen zabaw, festynów i lodów. W tym roku Piotrek jadł je po raz pierwszy. Nigdy nie zapomnę jego radosnych oczu i uśmiechniętej buzi. Czerwcu, czekamy na ciebie! Obyś był tak szalony jak maj ❤️





