Dzień dobry!
Wrzesień zawsze kojarzy mi się ze spokojem, mimo że jest to bardzo intensywny miesiąc. Oznacza bowiem powrót do szkoły a w naszym przypadku pójście po raz pierwszy do przedszkola. Z jednej strony radość, bo zaczyna się kolejny etap w życiu z drugiej zaś niepokój, co przyniosą te dni. Mimo tego wrzesień maluje mi się obrazem nostalgii, pożegnania lata i zwolnienia pędu w codziennym biegu. Dzisiejszy wpis to podsumowanie miesiąca przyozdobionego w mgłę i babie lato. Zapraszam 🍁
1. Jezioro u nas na wsi. Miejsce, które bardzo często odwiedzam z Piotrusiem.
2. Nasza droga do przedszkola. Już mglista.
3. 4. i 5. Las, w którym byliśmy na grzybach. Piotrusiowi udało znaleźć się małego, uroczego podgrzybka.
6. Moje nowe paznokcie. Uwielbiam to uczucie ❤️
1 września był trudnym dla nas dniem. Piotruś poszedł po raz pierwszy do przedszkola. Mieliśmy co prawda adaptację, na którą chodziliśmy cały tydzień, ale to jednak kilka godzin bez mamy. Cały tydzień miałam urlop, by przygotować się na ewentualne odbieranie Piotrusia z przedszkola wcześniej. Spoiler –nie było takiej konieczności. Pierwszego dnia Piotruś nie za bardzo chciał jeść, nie spał a do zabawy podchodził z dystansem. Drugiego dnia było lepiej. Trzeciego znów lepiej a czwartek i piątek, były wręcz rewelacyjne. Piotruś bardzo szybko zaaklimatyzował się w nowym miejscu. Polubił ciocie, dzieci i jedzenie. Zdecydowanie łatwiej było mu wejść w ten etap niż mnie. Pierwszy tydzień września wspominam jako pełen smutku i niepewności. Wylałam naprawdę wiele łez. Rozłąka, ciągłe zastanawianie się i myślę, że również świadomość tego jak szybko rośnie moje dziecko sprawiło, że pękłam i nie byłam już w stanie dłużej powstrzymywać emocji. W sobotę moja chrześnica miała urodziny. Przyjechała razem z mamą Agnieszką i siostrą Dominiką do nas na wieś. Zjedliśmy torta i poszliśmy razem na Dzień Ziemniaka, który odbywa się u nas co roku. Z najciekawszych atrakcji były pierogi z bobem i darmowy dmuchaniec.
1. Jesienny spacer drogą pod las.
2. Jesienne skarby, które znajduje Piotruś i które ja muszę chować do torby i brać do domu.
3. 4. i 5. W lesie na grzybkach.
6. Wycieczka na jeździku.
6 września pojechaliśmy całą rodziną na grzyby. W zeszłym roku urządzaliśmy już takie wycieczki do lasu ale Piotruś nie był nimi zainteresowany. Szybko się męczył i nie cieszył się z lasu. W tym roku odkrył w sobie nową radość i możliwość zabawy w leśnej gęstwinie. Zbieraliśmy grzybki, bawiliśmy się szyszkami i szukaliśmy ciekawych patyków. 10 września byłam na swojej pierwszej "wywiadówce". Było spotkanie dla rodziców w przedszkolu. Z dumą powiem, że należę do trójki klasowej i pełnię bardzo odpowiedzialną funkcję– skarbnika. Co ciekawe, komu o tym nie powiem wszyscy mi współczują. Wiem, że nie każdy czuje się na siłach, by wziąć na siebie taką odpowiedzialność. Ja jednak cieszę się, że mogę na maksa angażować się w życie przedszkolne mojego dziecka. Zrobię wszystko, by Piotrek był ze mnie dumny. W sobotę przyjechała do nas ciocia Agnieszka i Sandra. Wybraliśmy się na hulajnogową i rowerową wycieczkę drogą pod las. To taka droga u nas na wsi, bardzo równiutka i mało uczęszczana przez samochody, bo pod lasem są tylko trzy domy. W niedzielę znów pojechaliśmy na grzyby, tym razem z babcią Ulą. To był świetnie spędzony czas na łonie natury. 16 września zabrałam Piotrusia na plac zabaw do miasta. Robię to rzadziej odkąd zaczął przedszkole, bo uczęszcza na plac zabaw tam i ma dziecięce towarzystwo ale taki wypad z mamą oznacza super dzień ❤️ Ostatnio trochę jeździłam po Kłodzku, moim mieście, bo musiałam zrobić zakupy albo zawieźć babcię Ulę do lekarza. Przy okazji, zaglądałam do różnych sklepów. Pewnego dnia weszłam do Pepco a tam promocja na wszystkie przecenione produkty 80% taniej. Ogarnął mnie szał zakupów. Co ciekawe rozmiar Piotrusia często jest przeceniany. Kupiłam całą górę ciuchów w cenie 20 zł! Taniej niż w najtańszym lumpeksie. Prosta rzecz, pozornie prosta, a cieszyła mnie cały tydzień.
1. Spacer po naszej uroczej wsi i spotkanie z jednym, samotnym słonecznikiem, który wyrósł na skoszonym polu.
2. Dorodna jarzębina – znak jesieni.
3. Dzień Kropki w przedszkolu. Dostałam kilka zdjęć jak dzieci wykonują prace artystyczne. Wybaczcie, z przyczyn osobistych i kwestii bezpieczeństwa przedstawione tu zdjęcia będą bez twarzy.
4. Modliszka, którą spotkaliśmy na placu zabaw w mieście.
5. i 6. Czerwone i żółte maliny, które rosną w naszym ogrodzie. Codziennie idziemy zjeść kilka owoców prosto z krzaka.
Wiecie, bardzo często jeżdżę do Agnieszki albo ona do mnie. Już nawet nie liczę ile razy w ciągu miesiąca się spotykamy ale naprawdę dużo. Dzieli nas około 10 km. W pewien wtorek umówiłyśmy się, że zaraz po przedszkolu do niej przyjadę i pójdziemy na plac zabaw. Piotruś bardzo lubi jeździć do cioci i Sandry. Przyjechaliśmy, poszliśmy po Sandrę do przedszkola, wróciliśmy, zjedliśmy cioci zupę pomidorową i naleśniki z serem i poszliśmy na plac zabaw, który mają niedaleko swojej kamienicy. Dużą zaletą mieszkania w mieście jest to, że ma się wiele placów zabaw do wyboru. U nas na wsi niestety jest jeden i składa się tylko z jednej zjeżdżalni. Mamy jeszcze jeden we wsi obok, ogólnodostępny koło przedszkola, jednak też jest dość ubogi. Na placu zabaw świetnie spędziliśmy czas. Następnego dnia pojechaliśmy na inny plac zabaw. Tam spotkaliśmy się z Agnieszką i Sandrą oraz Judytą i Mają, to również moja przyjaciółka z pracy i jej córka. Później doszła do nas Ela, również z pracy. Niestety, plac zabaw został zmieniony. Usunięto drewniany domek wraz z mostkiem i zjeżdżalniami a w zamian postawili ogromny plastikowy małpi gaj. Na niekorzyść, bo jest bardziej stromy, niebezpieczny a Piotrek w ogóle nie potrafił na niego sam wejść. Zdecydowanie nie jest to dobre miejsce dla maluchów, tak jak było wcześniej. Wspólnie uzgodniłyśmy, że w tym miejscu spotykamy się po raz ostatni. Będziemy odwiedzać inny plac zabaw, kawałek dalej, który za to ma więcej atrakcji dla najmłodszych. Następnego dnia odprowadziłam Piotrusia do przedszkola, wróciłam do domu (bo póki pogoda dopisuje obiecałam sobie, że rano wspólnie będziemy spacerować do placówki), wsiadłam w samochód i pojechałam do Agnieszki by zrobić sobie dzień w lumpeksie. Od lat jest to moje małe hobby. Obie uwielbiamy niskie ceny, chodzimy tylko na wyprzedaże, a także szukanie tekstyliowych perełek. Tego dnia było 9 zł za kilo. Wydałam 40 zł. Byłam przeszczęśliwa, bo dawno nie miałam tak udanego lumpeksowego dnia. To nie wygląda tak, że za każdym razem udaje mi się znaleźć coś fajnego. Powiedziałabym nawet, że częściej wychodzę z pustymi rękami niż z zakupami. Tym razem los się do mnie uśmiechnął i znalazłam naprawdę świetne rzeczy między innymi welurową sukienkę z odkrytymi plecami czy bluzę dla męża, bardzo miękką i z grafiką nawiązującą do Hobbita.
1. Gruszka z brokatem zrobiona przez mojego syna na zajęciach w przedszkolu.
2. Otworzenie nowego kosmetyku ❤️ dyniowy olejek do ciała. Szkoda tylko, że niedługo po otwarciu zepsuła się pompka dozująca.
3. Mój Mały artysta.
4. Na placu zabaw z Mają.
5. i 6. Widoki, które towarzyszą nam podczas spaceru do przedszkola.
Cieszę się, z przedszkola Syna. Zwłaszcza zachwycona jestem ilością prac jakie robią. Gruszka z brokatem w środku, gniotek z balona i papryka konserwowa to moje pierwsze bardzo ważne pamiątki, które zamierzam trzymać już zawsze. Może za wyjątkiem papryki 🤣 gdy pogoda dopisuje jedziemy na plac zabaw do miasta. Raz spotkaliśmy się z Agnieszką i Sandrą na placu zabaw koło nich a następnego dnia z Judytą i Mają na ich pobliskim placu zabaw.
Wrzesień pozostawił po sobie wiele wspomnień. Mam nadzieję że październik będzie jeszcze piękniejszy ❤️ rozpoczynamy go lekkim przeziębieniem ale również nadzieją, że po smarkaniu czekają nas same radosne dni ❤️
Na dziś to wszystko. Dziękuję Ci za przeczytanie mojego wpisu. Skomentuj, udostępnij lub poleć, by pomóc mi się rozwinąć. Dziękuję za każdą pozostawioną obserwację! Zapraszam ponownie, już niedługo nowy post ♥







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz